'Jeszcze tylko chwila, Dan. Dasz radę. Kilka kroków...'' usłyszałem, po czym zerwałem się na równe nogi. Ciemność. Zły sen. Już czwarty w tym tygodniu. Znowu śni mi się moja ucieczka. To samo napięcie podczas wyrywania prętów w nocnych ciemnościach, błagalne spojrzenia braci, siostry i matki. Nie mogłem tam zostać, musieli to zrozumieć...Wstałem i otrzepując się z resztek koszmaru wyszedłem spod konaru. Od tygodnia dziura pod nim była moim domem. Czas na zmiany. Zakopałem dół ziemią i pod osłoną nocy ruszyłem w nieznane. Byłem głodny, przemoknięty i brudny, ale nic nie mogłem z tym zrobić. Po czterech godzinach wędrówki zauważyłem wielki, zielony las. Z jego wnętrza dobiegły mnie jakieś głosy. Od razu odezwał się we mnie instynkt. Skradając się cicho wbiegłem między drzewa. Kilka metrów od siebie zauważyłem młodą sarnę. Uradowany pobiegłem w jej stronę - po chwili leżała już martwa. Zadowolony zjadłem i ruszyłem dalej. Po jakimś czasie poczułem na sobie czyiś wzrok. Zatrzymałem się i rozejrzałem, jednak nikogo nie zauważyłem. Moja nieufność wzrosła. Po chwili z krzaków wyszedł jakiś pies. Podszedł do mnie nie spuszczając mnie z oka.
- Kim jesteś? - zapytał, kiedy już znalazł się na przeciwko mnie.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz