Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. Nie znałam anie jednego, ani drugiego miejsca, więc było mi to zupełnie obojętnie gdzie teraz pójdziemy.
- Możemy iść do Wodospadu Nadzieji - mruknęłam, patrząc swoim zwyczajnym, mdłym wzrokiem na psa.
- Okej - odparł krótko i szybkim krokiem ruszył w stronę owego miejsca. Popatrzyłam na niego błagalnie i przewróciłam oczami. Jak chce, żebym jeszcze została w tej sforze, to niech wolniej chodzi. Miałam też lekką chęć zgubienia się tutaj. Możne znalazłabym jakąś drogę i spokojnie wróciłabym do mojej wcześniejszej wędrówki po świecie.
- Idziesz? - westchnął pies, odwracając się.
- Idziesz - zaczęłam go przedrzeźniać - Idę, idę - warknęłam i poczłapałam za psem. Miał szczęście i racje, że to miejsce było blisko. Usiadłam i wpatrując się w wodę, zaczęłam słuchać informacji o tym interesującym miejscu.
- Podobno ta woda uzdrawia - powiedział Glycer, zanurzając łapę w wodzie. Chciałam wstać i zobaczyć czy ta bujda, to nie bujda. Niestety, łapy chciały czegoś innego, mózg czegoś innego.
- Będziesz mówił jeszcze coś o tym miejscu, czy pójdziemy dalej? - zapytałam, wstając i przygotowując się do drogi. Glycer chciał już coś powiedzieć, jednak przerwałam mu zaczynając się śmiać. Dziwnym trafem dostałam ataku śmiechu. Padłam na ziemię i zaczęłam się rechotać z byle czego. Przez chwilę popatrzyłam na psa, który patrzył na mnie jak na idiotę. Z tego też zaczęłam się śmiać.
Glycer? Atak śmiechu jest związany z moim dzisiejszym samopoczuciem xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz